środa, 23 kwietnia 2014

hej!

No hej XD
Jestem Kamyg, chyba mnie znacie XD Po długich namowach ze strony Asi i Olciaka w końcu założyłam bloga.
Doszły mnie słuchy, że fajnie piszę. Mi się nie wydaje, ale to już oceńcie sami. Tworzę głównie Frerardy, czasem Fransykes'y, no i moje kochane Leechollsy, najlepszy ship ever, sama go wymyśliłam XDD Są to głownie krókie shoty, lub krótkie opowiadania, podzielone na krótkie rozdziały. "Krótkie" to słowo klucz w moim przypadku, niestety nic nie mogę z tym zrobic.
No dobra, nie będę już pieprzyc o sobie.
Na początek jeden z moich ulubionych shotów, które napisałam. Może częśc z was już go czytała, bo Olcia udostępniła go u siebie. Dzięki za miłe komentarze i mam nadzieję, że tu też coś po sobie pozostawicie, będę wdzięczna.
Enjoy i pozdrowienia dla Agaci, jak dobrze pójdzie kiedyś przeczytacie coś, co razem stworzymy XD


"Przyjadę o 20. Idziemy na imprezę!" Szybko wysyłam wiadomość i odrzucam telefon na łóżko. Idę do łazienki, myję się, maluję, ubieram. Uśmiecham się do lustra.
Patrzę na zegarek. 19:42. Już czas. Biorę telefon i kluczyki.
-Na razie!-wołam w przestrzeń i wychodzę.
Wsiadam do samochodu. Zapalam. Ruszam.
Jest wiosenny wieczór. Powoli zaczyna się ściemniać.
Jadę przez centrum, w stronę małej spokojnej dzielnicy. W końcu docieram do celu. Na ganku niewielkiego domku czeka już Frank. Wsiada do samochodu. Wita się ze mną długim pocałunkiem.
-Cześć kochanie-mówi. Uśmiecham się.-Gdzie jedziemy?
-Na imprezę-odpowiadam. Ruszam.
Wywraca oczami i patrzy na mnie wyczekująco. Milczę.
-Gerard-zachęca. Kręcę głową.-Czy ty zawsze musisz być taki tajemniczy?!-nie wytrzymuje.
Wzruszam ramionami.
-Nie wiem no, idziemy do klubu, nic specjalnego-lituję się nad nim.
-Nie znoszę cię.
-Szkoda, bo ja cię kocham.
Śmieje się.
-Głupku, ja ciebie też kocham, ale mnie cholernie wkurzasz czasem.
Zatrzymuję samochód na parkingu przed klubem. Nachylam się do Franka. Całuję go.
-Chodź-mruczę i wysiadam. Szarmancko otwieram mu drzwi, na co tylko wywraca oczami.-No już, nie gniewaj się, chciałem tylko się trochę zabawić.
-Ale mógłbyś czasem mnie informować o swoich planach!-odpowiada, ale wiem, że złość już mu przeszła. Cmokam go w policzek.
-Kocham cię-szepczę raz jeszcze.
Wchodzimy do klubu. Od progu ogłusza nas głośna muzyka. Przedzierając się przez tłumy ludzi, docieramy do baru. Zamawiamy po drinku. Wypijam swojego w dwóch łykach. Proszę o jeszcze jednego. I jeszcze.
7 drinków później idziemy zatańczyć. Podskakujemy do rytmu, śmiejemy się, całujemy. Numer się kończy. Wracamy do baru.
3 łyki później jestem już zalany. Robi mi się gorąco. Gdy patrzę na Franka, spodnie stają się dziwnie ciasne. Nachylam się do niego i dyskretnie wskazuję na swoje krocze.
-Proszę...-szepczę.
Śmieje się. Łapie mnie za rękę. Idziemy do łazienki na szybki numerek.
9 pchnięć później jest po wszystkim. Zadowoleni wychodzimy z klubu na papierosa. Palimy cicho chichocząc. Co chwila się całujemy.
-Kocham cię-powtarzam znowu.
-Ja ciebie też-odpowiada.-Wracajmy do domu-prosi.
Zgadzam się. Prowadzę go do samochodu. 4 rysy na karoserii później trafiam w końcu kluczykiem i otwieram drzwi. Wsiadamy. Śmiejemy się. Całujemy. Ruszam.
Jest ciemna wiosenna noc. Ulice są puste.
Jadę szybko. Coraz szybciej. Za szybko. Noga osuwa mi się z gazu na hamulec. Gwałtownie stajemy.
Drżę. Zdejmuję ręce z kierownicy, wycieram je o spodnie. Patrzę na Franka. Boi się. Ja też się boję. Trzeźwieję chyba.
-Będzie dobrze-szepczę.-Już blisko.
Ponowne chwytam kierownicę. Ruszam. Powoli. Gdy trochę się uspokajam, przyśpieszam. Znowu za szybko. Znowu szaleję.
-Gerard!!-słyszę tylko i samochód przejmuje nad nami kontrolę. Tracę panowanie nad kierownicą. Ręką mi się obsuwa. Skręcamy gwałtownie. Wpadamy na barierki. Rozwalamy je. Spadamy.
-Gerard!!
-Wybacz mi.
Rozbijamy się.
-Kocham cię!!!!!!!!
Coś mnie przygniata. Samochód.
Szyby się potłukły. Rozcinają mi twarz.
Poduszki powietrzne boleśnie mnie obijają.
Ale krzyczę, nie mogę się poddać.
-FRANK! BŁAGAM, SŁYSZYSZ MNIE?!
Nie widzę go. Nic nie widzę. Nie słyszę.
-FRANK!-dyszę z trudem. Coś mnie zgniata, wciąż coś mnie zgniata.
Jęk. Słyszę jęk.
-FRANK!?!
Jęczy. Wciąż jęczy. Nic, tylko jęczy.
Umieramy.
Czuję to.
Czuję ból. Smak krwi. Cierpienie.
Śmierć.
I te jęki. Te przeraźliwie jęki.
-Frank-kwilę. Płaczę.-CHOLERA KURWA JASNA FRANK!!!! KOCHAM CIĘ!!!!!
13 krzyków później, nareszcie się odzywa.
-Gee-mówi chyba. Sapie, dyszy. Nie wiem, czy sobie tego nie wymyśliłem.
-Frank?!
Nic nie odpowiada. Nie jęczy. Już nawet nie jęczy. Modlę się o jeszcze jeden przeszywający odgłos bólu.
Nic nie słyszę.
Umarł.
Zabiłem go.